Eksponat lipca 2020

 

Eksponat lipca 2020

Lotniczy Aparat Fotograficzny AFA-39


Lotniczy aparat fotograficzny AFA A-39 był i nadal jest jednym z najpopularniejszych urządzeń umożliwiających realizowanie zadań rozpoznawczych w lotnictwie. Choć jego walory  techniczne nie są obecnie na najwyższym poziomie (mając na uwadze kamery lotnicze zastosowane w wyspecjalizowanych strategicznych samolotach rozpoznawczych USA, ZSRR/Rosji, Francji, Wielkiej Brytanii i wielu innych), to jednak są wystarczające do realizacji dziennych misji przy dobrej pogodzie. Aparat AFA-39 powstał w Kazańskich Zakładach Optyczno-Mechanicznych w ZSRR na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Znalazł szerokie zastosowanie na wielu różnych typach samolotów a także w specjalistycznych zasobnikach rozpoznawczych. Przez kilka dekad stanowił podstawowy element rozpoznawczych odmian polskich samolotów. Był integralną częścią wyposażenia konstrukcji SB Lim-2A, Lim-5R, czy Lim-6bisR zaś do dziś jest wykorzystywany w samolotach TS-11 „Iskra”.


Jest to automatyczny aparat sterowany za pomocą wiązki elektrycznej. Skonstruowany został do wykonywania zdjęć w dzień z wysokości od 130m do 5000m oraz przy prędkości lotu w granicach od 500 km/h  do 1500 km/h. W szczególnych przypadkach, w określonych warunkach, aparat może wykonywać zdjęcia z pułapu do 10 000 m.


Aparat AFA A-39 składa się z trzech podstawowych podzespołów - kamery, części obiektywowej oraz kasety z błoną filmową. Kamera w swoim wnętrzu ma umieszczoną między innymi, migawkę szczelinową i roletę ochronną. Czas naświetlania migawką szczelinową ze stałą szczeliną, jest regulowany a jego nastawy uzyskuje się przez zmianę prędkości ruchu rolety migawki. Dostępne czasy naświetlania ustalone na zakresy 1/730s, 1/1270s lub 1/1820s ustawia się za pomocą pokrętła. Roleta ochronna umieszczona w dolnej części korpusu kamery wykonana jest z jedwabnego, gumowanego płótna. Zabezpiecza ona błonę fotograficzną przed naświetleniem podczas napinania migawki. Część odpowiadająca za jakość fotografii składa się z obiektywu typu „Uran 27” o ogniskowej 100 mm, jego zewnętrznej osłony oraz filtra polaryzacyjnego lub opcjonalnie szkła ochronnego. W osłonie obiektywu znajduje się pierścień służący do ustawiania przysłony obiektywu. Kaseta z błoną filmową formatu 8 cm, posiada mechanizmy przewijania i wyrównania błony oraz chroni błonę fotograficzną przed niepożądanym naświetleniem. W górnej części kasety znajduje się silnik elektryczny typu MA-30 o mocy 25W i regulowanej prędkości obrotowej sięgającej maksymalnie 10 000 obr/min. Służy on do napędu mechanizmów aparatu czyli szybkiego napinania migawki, przewijania i wyrównywania błony a także do odsłaniania i zasłaniania specjalnej ochronnej rolety.


Wnętrze aparatu AFA-39. Egzemplarz pochodzi z samolotu TS-11 "Iskra" bis DF

nr fabryczny 3H-12-32, wyprodukowanego w dniu 17 maja 1975 roku

W celu zapewnienia optymalnych warunków pracy mechanizmów aparatu, zwłaszcza
w warunkach niskich temperatur występujących na dużych wysokościach, aparat AFA-39 posiada pięć grzejników elektrycznych, które utrzymują właściwą temperaturę pracy obiektywu, filtra świetlnego, szpul z błoną fotograficzną (ochrona przed zacinaniem się), rolety migawki oraz rolety ochronnej. Grzejnik filtra polaryzacyjnego umieszczony jest pomiędzy nim i pierwszą soczewką obiektywu, chroniąc powierzchnie optyczne przed „zamgleniem”. Oporowy element grzejny (drut wolframowy) umieszczony jest w polu widzenia obiektywu. Grzejniki sterowane są przez trzy termoregulatory TR-4 utrzymujące temperaturę w zakresie od +3°C do +30°C.

 
Pojedynczy aparat AFA-39 ma ograniczone możliwości rozpoznawcze, przyjrzyjmy się jednak, jakie możliwości daje zastosowanie zespołu tego typu aparatów, na przykładzie zasobnika rozpoznania fotograficznego typu „D” stosowanego na samolotach MiG-21R.

Spośród trzech różnych możliwości użycia tego zasobnika, dwie przewidują wykorzystanie wyłącznie aparatów AFA-39. Pierwszy zespół stanowią dwa aparaty tego typu umieszczone w dolnej przedniej części zasobnika, pochylone w dół o 30 stopni. Przeznaczone są głównie do wykonywania zdjęć perspektywicznych w czasie lotu na wysokości od 125m do 280m nad ziemią. Fotografowanie można wykonywać przy prędkościach od 500 km/h do 1100 km/h. Wykorzystując możliwości tego zespołu aparatów można sfotografować pas terenu o długości od 10,87 km do 21,75 km (przy wysokości lotu 125m) i od 24,36 km do 48,72 km (przy wykonywaniu lotu na wysokości 280m). W pierwszym przypadku, przy prędkości lotu 500 km/h  pilot wykona misję (zadanie) fotografowania w czasie od 78 sekund do 156 sekund, w drugim zaś od 175 sekund do 350 sekund. Natomiast przy maksymalnej prędkości lotu przewidzianej do realizacji fotografowania perspektywicznego czyli 1100 km/h, czas realizacji zadania, a więc przebywania samolotu nad celem skraca się dla lotu na wysokości 125m do zakresu od 35 do 71 sekund zaś przy locie na wysokości 280m, od 79 do 159 sekund.

 
Zespół dwóch aparatów AFA-39 do zdjęć perspektywicznych

Za pomocą drugiego zespołu - cztery aparaty AFA-39 (3xA-39 i 1xA-39M), mieszczącego się w tylnej części zasobnika typu „D”, prowadzono fotografowanie pionowo-boczne. Można było je realizować w zakresie wysokości lotu od 130m nad ziemią do 5000m (w określonych przypadkach do 10 000 m) oraz z prędkościami lotu od 500 km/h do 1500 km/h, a więc także wysokimi naddźwiękowymi. Ta grupa aparatów pozwala na fotografowanie dużego obszaru terenu, zależnego od wysokości lotu, z jakiej zadanie jest wykonywane. Dla minimalnej wysokości lotu przewidzianej do fotografowania tą grupa aparatów, czyli 130m, rozpoznać można pas terenu o szerokości 650m i długości 19,5 km zaś przy wysokości lotu 5000m, jest to pas terenu o szerokości 25 km i długości 750 km. Przy prędkości 500 km/h, wykonanie zadania w pierwszym przypadku trwało by od 140 sekund do 5395 sekund (czyli 90 minut). Przy maksymalnej prędkości 1500km/h, zadanie to byłoby wykonane w czasie od 47 sekund do 1798 sekund (czyli 30 minut).


Zespół czterech aparatów AFA-39 (trzy A-39 i jeden A-39M) do wykonywania

zdjęć pionowo-bocznych

Powyższe wyliczone parametry pozwalają w szerszy sposób zapoznać się z możliwościami i walorami lotniczego aparatu fotograficznego AFA-39, stosowanego tak w grupach jak i jako pojedynczego elementu wyposażenia rozpoznawczego. Aparat był stosowany na samolotach typu Jak-25, Su-7, Su-17, Su-22, Su-24, MiG-21 a także polskiej produkcji SB Lim-2A, Lim-5R, Lim-6bisR oraz TS-11 "Iskra".


Tabela danych technicznych aparatu AFA-39 pochodząca z instrukcji zasobnika rozpoznawczego typu "D" (niektóre dane uśrednione, np. wartości czasów naświetlania w stosunku do danych faktycznych)

Aparat AFA-39 pracuje przy temperaturach od -60 do +60 stopni Celsjusza i przy maksymalnej wilgotności powietrza 98%, napięcie zasilania 27 V, masa kompletnego aparatu, gotowego do użycia – 8 kg, błona filmowa – minimum 200 klatek na taśmie, film o szerokości 80 mm („Izopanchrom” typ 17 lub „Izopanchrom” typ 22), pole widzenia 54°, przysłony 1/1820, 1/1270, 1/730, interwały fotografowania:
0,7; 2; 4; 8; 16 sekund.

 

Tekst: Jarosław Sobociński
Wszystkie foto: J.Sobociński

***

BAW-powrót

 

Powrót BAW-a

Dawno nie prezentowaliśmy Wam efektów naszych prac konserwatorskich. Nadrabianie zaległości zaczynamy od relacji z powrotu do muzeum samochodu BAW/Ził 485. Remont przeprowadzono w niezawodnej Pracowni Renowacji Zabytków Techniki Militarnej w Wolsztynie. Prace polegały m.in. na: - rozebraniu pojazdu na części pierwsze - piaskowaniu - odtworzeniu w znacznej części skorodowanej podłogi - uzupełnieniu ubytków w burtach - ponownym złożeniu - uszczelnieniu pojazdu - odtworzeniu oszklenia przedziału kierowania - naprawie opon i wymianie dętek - wykonaniu stelażu pod plandekę - wykonaniu plandeki - odtworzeniu historycznych barw - instalacji wcześniej brakujących elementów wyposażania jak lampy, odblaski itd. - przeglądzie osi, piast, wałów W kolejnym etapie prac planujemy odtworzenie podłogi w przedziale desantowym. Za wspaniałą współpracę, fachowe i z sercem wykonane prace remontowe jeszcze raz dziękujemy Pracowni Renowacji Zabytków Techniki Militarnej. Polecamy też Zakład Tapicerski z Zielonej Góry www.tapicer.com.pl.

Tekst: Błażej Mościpan

Foto: Jarosław Sobociński, Błażej Mościpan

 


















***

 

 

Konkurs plastyczny POCZTÓWKA

 

Rozstrzygnięcie konkursu plastycznego
„Pocztówka z Lubuskiego Muzeum Wojskowego”

 

I miejsce zdobyli ex aequo:
- Gracjan Rembalski (lat 9), autor świetnej makiety przedstawiającej 
ekspozycję plenerową naszego muzeum;
- Maksymilian Maćkiewicz (lat 14), autor makiety z modelami 
ciężkiego sprzętu wojskowego;
- Kacper Wik (lat 17), autor precyzyjnego rysunku ukazującego 
wybrane eksponaty z kolekcji plenerowej LMW
II miejsce zdobyła:
- Dominika Bachman (lat 14), autorka oryginalnej pocztówki 
w formie szkicu.
III miejsce zdobyli ex aequo:
- Filip Sadlik (lat 10), za oryginalną wersję pocztówki, stanowiącej zapis 
wspomnień z wizyty w Lubuskim Muzeum Wojskowym
-Alex Bęczkowski (lat 11), autor ekspresyjnego rysunku ukazującego 
nasz transporter BTR.

Jury doceniło również pozostałych uczestników konkursu, którym przyznało
zaszczytne tytuły: „Wyróżnienie”. Serdecznie gratulujemy!
Nagrody oraz dyplomy dla zwycięzców i wyróżnionych czekać będą
do odbioru w muzealnej kasie (w godzinach otwarcia muzeum).
Odbiór nagród można połączyć z bezpłatnym zwiedzaniem naszej placówki.
Możemy również przesłać nagrody i dyplomy pocztą (prosimy o informację
na e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. )

 

Praca Gracjana Rembalskiego, lat 9

 

Praca Maksymiliana Maćkiewicza , lat 14

Praca Kacpra Wika, lat 17

Praca Dominiki Bachman, lat 14

Praca Filipa Sadlika, lat 10

Praca Alexa Bęczkowskiego, lat 11

***

 

 

Eksponat czerwca 2020

Eksponat czerwca 2020

Ciągnik artyleryjski Mazur D-350

(Zakłady Mechaniczne Łabędy, 1960-1961 r.)

numer inwentarzowy LMW-KI-713


Jednymi z najważniejszych pojazdów wojskowych używanych do wsparcia zadań bojowych były gąsienicowe ciągniki artyleryjskie przystosowane do holowania ciężkich armat i haubic oraz transportu przeznaczonej dla nich amunicji. Pod koniec II wojny światowej i przez kilkanaście lat po jej zakończeniu Wojsko Polskie używało ciągników obcej proweniencji m.in. radzieckich JA-12, S-65 i S-80 Staliniec, amerykańskich HD-7W, Caterpillar D-7 oraz sporadycznie niemieckich gąsienicowych RSO i półgąsienicowych SdKfz 9 Famo, Opel Maultier. W latach 50. XX w. rozpoczęto też prace nad rodzimą konstrukcją ciągnika półgąsienicowego SG-10 opartego na bazie samochodu ciężarowego Star 20. Pojazdu nie wdrożono jednak do produkcji seryjnej.

 

W 1958 r. w Zakładach Mechanicznych Łabędy uruchomiono licencyjną produkcję czołgów pierwszej generacji T-54A. W czasie jej trwania rozpoczęto też przygotowania do podjęcia produkcji gąsienicowych ciągników artyleryjskich. Ta polska konstrukcja nazwana Mazur D-350, po licznych próbach poligonowych prototypów, skierowana została do produkcji seryjnej. Oparta ona była w 3/4 na elementach produkowanego w Łabędach czołgu T-54A. Pozwoliło to na unifikację części umożliwiając ich bezproblemowe dostarczanie wojsku, ułatwienie napraw oraz obniżenie kosztów produkcji.

 

Montaż ciągników Mazur D-350 odbywał się w ZM Łabędy, do których podwozia i zawieszenia dostarczała Huta Stalowa Wola, a silniki wysokoprężne W-54 Zakłady Mechaniczne PZL-Wola. Produkcja trwała jednak tylko dwa lata (1960-1961). Z linii montażowych zjechało około tysiąca Mazurów, które w ramach unifikacji uzbrojenia wojsk Układu Warszawskiego zastąpione zostały produkowanymi od 1962 r. na radzieckiej licencji ciągnikami ATS-59. 1/3 ciągników wyeksportowano w latach 60. i na początku 70. XX w. do Czechosłowacji i Północnego Wietnamu. Reszta zasiliła Wojsko Polskie, gdzie używane były do końca lat 70. XX w. Natomiast w ewidencji zapasów nienaruszalnych wykazywane one były jeszcze dekadę później – autor na początku lat 90. XX w. widział w jednostce wojskowej Dobre nad Kwisą w pełni wyposażone Mazury, a także czołgi T-34-85 przygotowane do złomowania.

 

Mazur D-350 był szybkobieżnym ciągnikiem gąsienicowym używanym w jednostkach artylerii ciężkiej z przeznaczeniem do holowania sprzętu artyleryjskiego – głównie haubicoarmat wz. 1937 (ML-20) kal. 152 mm oraz ciężkich armat polowych wz. 1931/37 (A-19) kal. 122 mm. Rzadziej holował armaty przeciwlotnicze KS-19 kal. 100 mm oraz przyczepy ze sprzętem radiolokacyjnym.

Mazury ciągnące haubicoarmaty wz. 1937 kal. 152 mm  (Nasze ludowe. Wydawnictwo MON, Warszawa 1963)

 

Ciągnik Mazur D-350  o numerze fabrycznym 3520730 i numerze rejestracyjnym UAK 5422 (pierwotnie błędnie odczytano z asygnaty numer UAŁ 5422 i taki numer naniesiono na drzwi pojazdu ) przekazany został do muzeum wiosną 1986 r. z JW 5575 Głogów (5. Pomorska Brygada Artylerii Armat).

 

Dane techniczne:

Masa 13,5 t
Silnik wysokoprężny W-54 o mocy 350 KM
Prędkość max. 53 km/h
Zasięg po drodze 540 km
Zużycie paliwa po drodze 97 l / 100 km
Kabina zamknięta metalowa dziewięciomiejscowa
Wyciągarka o uciągu 17 t

Tekst i zdjęcia (Mazur po remoncie w 2010 r.):
Tadeusz Blachura

 

Eksponat maja 2020

 

Eksponat maja – WZT-1

Wóz zabezpieczenia technicznego WZT-1 /Zakłady Bumar-Łabędy w Gliwicach/ 1970-1978
nr inw. LMW-KI-2032

Doświadczenia II wojny światowej oraz okresu powojennego wykazały potrzebę stworzenia pojazdów specjalnych, które będą służyły do ewakuacji unieruchomionych czołgów i innego rodzaju ciężkiego sprzętu wojskowego. Początkowo do tego celu wykorzystywano wysłużone pojazdy bojowe, na których mocowano specjalistyczne wyposażenie. Z czasem rozpoczęto tworzenie wozów ewakuacyjnych dedykowanych do konkretnego typu pojazdów bojowych oraz opartych o ich konstrukcję – co ułatwiało zarówno ich produkcję jak i późniejsze utrzymanie. Prócz zadań ewakuacyjnych i naprawczych miały one również pozwalać na wykonywanie prostych prac inżynieryjnych.

Polska, pod koniec lat 60. XX w. na potrzeby obsługi produkowanych już wówczas czołgów T-54 i T-55, zakupiła od Rosjan licencję na wóz BTS-2. Na podstawie otrzymanej dokumentacji stworzono rodzimy odpowiednik przyjęty do wojska pod nazwą WZT-1, produkowany w Zakładach Bumar Łabędy w Gliwicach. Gliwickie WZT-1 powstawały w latach 1970-78, początkowo w oparciu czołg T-55, a następnie T-55A. Na liniach produkcyjnych zastąpione zostały przez następną wersję pojazdu -WZT-2. Z wojska wycofywane były przeważnie w latach 90. XX w. Część z nich zaadoptowano na podwozia do wyrzutni rakiet typu Newa, część przekazano kolei, kilka- kilkanaście znajduje się dziś w muzeach i kolekcjach prywatnych.

WZT-1 składa się z przedziału kierowania, w którym znajduje się miejsce dla 3 członków załogi – dowódcy, mechanika-kierowcy i mechanika oraz przedziału napędowego, w którym obok silnika znajduje się bębnowa wyciągarka. Od niej na zewnątrz pojazdu wyciągnięta została lina holownicza, której prowadzenie i rozwijanie ułatwiają rolki zamontowane z tyłu kadłuba. Wyciągarka o mocy uciągu 750 kN mogła ciągnąć pojazdy o masie nawet 75 t! By nie zerwać liny należało w tym celu założyć trzypasmowe zblocze. Do zakotwiczenia wozu w trakcie używania wyciągarki służył lemiesz umieszczony z tyłu kadłuba. Z tyłu kadłuba zamocowano jeszcze amortyzowany zaczep holowniczy.

Dodatkowo pojazd wyposażono w obrotowy żuraw o udźwigu do 3 t, wyciągarkę ręczną oraz skrzynię transportową, w której przewożono m.in. złożony komin ewakuacyjny RT-2, przeznaczony do pokonywania przeszkód wodnych czy części zamienne do naprawianych czołgów. Na burtach przewożono również wszystko to, co ułatwiało pracę w trudnym terenie, a więc m. in. komplet niezbędnych narzędzi, zblocza, liny, haki, brechy, piłę, drewnianą belkę oraz tzw. ostrogi, które montowano na gąsienicach w celu ich poszerzenia i zwiększenia mobilności pojazdu w grząskim terenie.

Do samoobrony służył przede wszystkim zamontowany na obrotowej podstawie przy włazie dowódcy wielkokalibrowy karabin maszynowy DSzK kal. 12,7 mm o donośności skutecznej określanej na 1500-2000 m do celów naziemnych i 2000 m do celów powietrznych. Dodatkowo wewnątrz przedziału kierowania przewożono ręczny granatnik przeciwpancerny RPG-7 oraz 12 szt. granatów F-1. Do obrony służyła także termiczna aparatura dymotwórcza TAD, która pozwalała na stworzenie zasłony dymnej. Pojazd wyposażony był również w urządzenia przeciwpożarowe i dostosowany był do działania w terenie skażonym chemicznie lub bronią atomową i pokonywania przeszkód wodnych do głębokości 5 m.

Prezentowany na zdjęciach egzemplarz o numerze seryjnym T44A307A trafił do Muzeum w Drzonowie w 1993 r., a przekazany został przez JW 1606, a więc dowództwo ówczesnej
5. Dywizji Zmechanizowanej z Gubina.

Dane techniczne:

Masa własna - 31,6 t
Długość - 7,10 m
Szerokość - 3,27 m;
Napęd - silnik dieslowski W-55, 4-suwowy, widlasty, 12-cylindrowy o mocy 580 KM
Prędkość - 50 km/h
Zasięg - 470 km
Uzbrojenie - wielkokalibrowy karabin maszynowy DSzK kal. 12,7 mm, ręczny granatnik przeciwpancerny RPG-7
Załoga - 3 żołnierzy

Tekst i zdjęcia: Błażej Mościpan

Zdjęcie archiwalne: T. Szczerbicki, Pojazdy Ludowego Wojska Polskiego, Czerwonak 2014

 

***